Na Kubie nowy Peugeot kosztuje tyle co w USA Ferrari

W pierwszych dniach 2014 roku świat obiegła informacja o tym, że rząd Kuby zniósł obowiązujący od dziesięcioleci zakaz importu nowych samochodów. Okazuje się jednak, że Raul Castro będzie pobierał 400% prowizji od każdego auta.

 

 

Kuba jest pewnego rodzaju skansenem motoryzacyjnym. Po ulicach jeżdżą głównie limuzyny z lat 50-tych (nie brakuje też egzemplarzy z lat 40-tych, a nawet 30-tych). Dzieję się tak, gdyż w tym kraju od 1958 roku obrót samochodami jest ograniczony i ściśle kontrolowany przez państwo.

 

„Od 2014 roku importowane auta można będzie kupować po cenach rynkowych i bez specjalnych zezwoleń. Dotychczas takie zezwolenia były obligatoryjne dla Kubańczyków i cudzoziemców mieszkających na wyspie”

 

Tak komunikowały największe media w Polsce i na świecie w pierwszych dniach 2014 roku. Okazuje się jednak, że sytuacja motoryzacyjna Kubańczyków właściwie nie zmieni się. W państwowej dealerskiej marki Peugeot w Hawanie model 206 można kupić za jedyne 91 000 dolarów, a 508 za 262 000 dolarów, czyli mniej więcej tyle, co Ferrari (link do cen w USA). Dla porównania – cena 508 w Wielkiej Brytanii wynosi 53 000 dolarów. Z kolei nowa Kia Rio hatchback, której ceny w USA zaczynają się od 13 600 dolarów na Kubie kosztuje 42 000 dolarów.

 

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Kubie wynosi 20 dolarów…

 

Warto jednak podkreślić, że reforma rządu Raula Castro i tak wydaje się przełomowa. Dopiero od niespełna 3 lat samochody można było tutaj swobodnie kupić i sprzedać… ale tylko te, które znalazły się na Kubie przed 1959 roku . Na obrót młodszych egzemplarzy wymagano wspomnianych zezwoleń. Nowsze modele były relatywnie niedrogie, ale w dużej mierze należały do przedstawicieli rządu, dyplomatów oraz zagranicznych przedsiębiorców.

 

 

Żródła: Ctvnews.ca, Reuters.com, Foxnews.com

fot. Jorge Royan/Wikipedia