Zakup zabytkowego samochodu okiem lakiernika

Edward Wrona, lakiernik z 38-letnim stażem zawodowym podpowiada na co zwrócić uwagę przy zakupie zabytkowego samochodu.

 

 

Podczas wielogodzinnej rozmowy z panem Edwardem Wroną powstał wywiad rzeka dotyczący pracy lakiernika przy renowacji samochodu zabytkowego. Nie omijane były tematy trudne i niewygodne. Zapraszam do świata widzianego z perspektywy kitów, papierów ściernych i lakierów.

 

Jeśli miałby Pan teraz kupić odrestaurowane auto, to na co by zwrócił uwagę?

Zdecydowanie na jakość wykonania. W przypadku samochodów klasycznych, które nie mają oryginalnego lakieru mierniki powłoki są właściwie bezużyteczne. Normalne jest to, że w jednym miejscu jest więcej materiału, a w innym mniej. Najlepiej skoncentrować się się na detalach. Odstępy między elementami powinny być jednakowe, oryginalne kształty zachowane, a zaokrąglenia gładkie. Czasem o jakości pracy świadczą również fragmenty nie widoczne na pierwszy rzut oka. Mam tu na myśli chociażby wewnętrzną część błotnika, czy ranty zakryte uszczelkami.

 

Załóżmy, że sprowadziłem auto z USA, które wygląda dobrze wymaga jedynie dobrych poprawek lakierniczych. Jak duże jest ryzyko, że wcześniej wykonana praca nie była zbyt wysokiej jakości?

Jeśli auto trafiało do mnie to dotychczasowa powłoka lakiernicza zawsze była usuwana. Tak naprawdę jeśli zależy nam na dobrej jakości nie ma większego znaczenia, czy kupujemy auto częściowo odrestaurowane, czy niedotknięte ręką lakiernika. W każdym przypadku najpierw trzeba cały samochód wypiaskować, a dopiero później nakładać kolejne warstwy. Tak jest najbezpieczniej. Nie mamy przecież pewności jakie materiały zostały użyte wcześniej i jak będą reagować z naszymi. Warto pamiętać również, że Amerykanie nitują dziury zamiast je zaspawać. Na taką blachę nakładają kit, a później kolejne warstwy aż do lakieru. Wewnątrz tak obrobionego elementu zwykle zbiera się woda, a następnie rdza. A przecież podstawą renowacji jest całkowite sunięcie korozji z metalu. Jeśli blacha nie została wypiaskowana, wszystkie kolejne czynności tracą sens…

 

Ale są przecież chemiczne metody usuwania korozji?

Zgadza się.. Ja jednak nie jestem zwolennikiem chemii, bo chemia ingeruje w blachę. Moim zdaniem metoda mechaniczna (piaskowanie) jest najbezpieczniejsza. Nakładając substancję chemiczną na materiał nigdy nie mam pewności, że pozbędę się jej w stu procentach, a piach zawsze wydmucham. Proszę pamiętać, że renowacja odbywa się w warunkach warsztatowych, a nie fabrycznych. Nie mogę wziąć odpowiedzialności za blachę oczyszczoną chemicznie, bo może okazać się, że wejdzie ona w reakcję, np. z lakierem i cała moja praca pójdzie wówczas na marne… Nie twierdzę, że współczesne materiały chemiczne kompletnie się nie nadają, ale w przypadku oczyszczania blachy staram się ich unikać.

 

Galeria zdjęć z archiwum Edwarda Wrony

 

Inne artykuły z cyklu:

Spowiedź lakiernika: O młodym pokoleniu fachowców

Jak sprawdzić jakość pracy lakiernika?

Spowiedź lakiernika: Jak znaleźć dobrego fachowca?

Spowiedź lakiernika: historia przeplatana pasją